I.


KATOWICE, WRZESIEŃ 2009


Niedawno, słuchałem ciekawą rozmowę w polskim radiu. Otóż redaktorka zwróciła się do Polaka zamieszkałego na Litwie z pytaniem, jak obecnie żyje się Litwinom, wszak panuje tam kryzys nieporównywalnie większy niż w Polsce. Po latach tłustych, gdy wzrost gospodarczy miał rozmiary dwucyfrowe, obecnie sytuacja jest tam zupełnie odwrotna. Rozmówca, młody człowiek, przedstawił się jako pracownik galerii sztuki. Mówił, że mieszka w Wilnie, a zwykle życie w stolicy jest trochę inne niż poza nią. Bardziej widać kontrasty, zamożność i porażającą biedę. Szczególnie w autobusach, na ulicach, dworcach, itp.

Po czym padło ciekawe stwierdzenie, młody człowiek powiedział, że kryzysu nie widać w galerii, w której pracuje. Przychodzą ludzie, często młodzi, chcąc kupić obraz do swojego mieszkania. Kupujących jest więcej niż kiedyś. Bardzo zastanowiła mnie ta wypowiedź, bowiem zajmuję się popularyzacją malarstwa współczesnego, młodych twórców, ale i uznanych na rynku artystów malarzy. Mam kancelarię, którą śmiało można nazwać małą galerią, a prace, które posiadam są niezwykle ciekawe i większości na dobrym poziomie artystycznym.

Galeria jest nieco inaczej zorganizowana niż większość tego typu miejsc. Niestety, raczej nie jest to lokal gdzie trafia klient z ulicy. Do mnie przychodzą zarówno znajomi jak i osoby nowo poznane z rekomendacji, bądź szukające rozwiązań i możliwości zakupu różnych produktów finansowych (jest to podstawowa moja działalność). W większości są to osoby posiadające niemałe środki, zazwyczaj mieszkające we własnych domach, jeżdżące dobrymi samochodami, podróżujący po kraju i zagranicy. Często są to prezesi, właściciele, przedsiębiorcy, itp., słowem ludzie zamożni albo, co najmniej lepiej sytuowani. Wydawałoby się, że takie osoby będą wdzięcznymi klientami. Muszę przyznać, że spotkało mnie spore rozczarowanie. Nie jestem aż tak naiwny, by sądzić, że stopień zamożności jest wprost proporcjonalny do wrażliwości artystycznej, ale przecież, dla czego osoby, które stać na różne zbytki, niekiedy strasznie trywialne. Osoby, które są w większości dobrze wykształcone, nie są zainteresowane zakupem dobrego malarstwa. Bywam tu i tam, widzę na ścianach jakieś potworne badziewie oprawione w antyramy lub prawie zupełnie puste ściany a czasem kiczowate obrazy tryskające nienaturalnym barwami oprawione w zdobne ramy. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich, ale jakiś 90 procent omawianej grupy społecznej, którą nazywamy „klasą średnią” lub „wyższą klasą średnią”. W tym miejscu pozazdrościłem młodemu Polakowi z Wilna. Może tam ludzie mają większą wrażliwość artystyczną, może panuje tam jakaś moda, styl. Oby doszedł on do nas. Przecież dobry obraz to zarówno piękno jak i inwestycja. Niestety, często jest tak, że wielką wrażliwością i umiłowaniem piękna charakteryzują się osoby mniej zamożne, których nie stać na zakup obrazu, czy też rzeźby na określonym poziomie. Tym wszystkim polecam czasem mniej znanych, ale utalentowanych artystów, bo nie warto kupować reprodukcji, kopii, a warto mieć oryginał. Naczelną zasadą jest, by obraz się podobał nabywcy.

Ludzie zbierają numizmaty (i dobrze), albo złote i srebrne monety okolicznościowe. Ci drudzy, często przechowują je w banku, albo domowych sejfach. Pewnie trzymają je na czarną godzinę, ale jak się cieszyć czymś takim, czego nie można oglądać, na co dzień i pokazywać gościom. Tymczasem obraz, rzeźba, może być fantastycznym urzeczywistnieniem zarówno dobrej lokaty kapitału, jak i przede wszystkim radości, na co dzień. Ilekroć wracam do domu, czy przyjeżdżam do biura z radością wzrok kieruję na ściany pełne obrazów. Jak bardzo cieszą moje oczy, które niejedno już widziały, cudne pejzaże niedopowiedziane Wacka Jagielskiego, moim zdaniem jednego z absolutnie najlepszych współczesnych pejzażystów polskich. Aktualnie możecie zobaczyć Jego świetną wystawę w Krzeszowicach w Galerii Pałacu Vauxhall. Jak żywe „Kwiaty” Joanny Ingi Zięblińskiej, jej grafiki, dekadencja i secesja, wzorce czerpane od najlepszych artystów reprezentowanych stylów malarstwa. Joanna, to artystka niezwykle pracowita, co widać w jej misternie wykonanych pracach malowanych „grubą szpachlą. Świetne prace w stylu Art Deco, młodej bardzo uzdolnionej Urszuli Tekieli. Jej „Kobiety” mają styl, którego pozazdrościć mogą koledzy i koleżanki po fachu, a jak jeszcze da się namówić na malowanie pejzaży abstrakcyjnych, do czego ma niebywały talent, szczególnie ze względu na dobór kolorów, to będzie z niej wszechstronna malarka. Naprzeciw miejsca, na którym siedzę, widzę, żywy w zieleni obraz „Trzy pokolenia” z serii tybetańskiej, pani Julity Malinowskiej, artystki, która mimo młodego wieku zjeździła Europę wzdłuż i wszerz, a jej wystawy zawędrowały już za Ocean do Stanów. Centralne miejsce wśród prezentujących się na ścianach kancelarii obrazów, zajmują prace Małgosi Bieniek Strączek. Jej „Kobiety” wyzwalają w nas mężczyznach niebezpieczne żądze. Jej spojrzenie na sztukę i rzeczywistość jest mi bliskie od pierwszego spotkania. Nie pozwala o sobie zapomnieć najstarszy z tego grona Marian Knobloch ze swoimi pejzażami uwidaczniającymi zazwyczaj najpiękniejsze zakątki ziemi polskiej.

O wymienionych artystach opowiem Wam więcej w następnym artykule, o ile pomysłodawczyni będzie chciała abym coś jeszcze wyskrobał.

Zainteresowanych odsyłam też na moją stronę www.vip-optimum.pl gdzie w sekcji sztuka można zobaczyć prace wymienionych artystów, choć zastrzegam, że zbiory i moje inwestycje mają charakter dynamiczny i stale się poszerzają, tudzież zmieniają właściciela.


Aleksander Szpak