II.


Chorzów, 18.01.2010


Do skreślenia tych kilkunastu zdań skłoniło mnie przeczytanie artykułu” Na aukcyjnym barometrze w czwartkowym dodatku pn.”Kultura” do „Rzczpospolitej” z 6.01.br. Chwała tej Gazecie, że jest taki dodatek gdzie pojawiają się ciekawe informacje nie tylko polityczne, gospodarcze, ale właśnie dotyczące malarstwa, sztuki oraz co również interesujące, cen w galeriach, na aukcjach, itp.


I właśnie ceny osiągane na aukcjach w Polsce i na świecie, a właściwie odniesienie tych cen do konkretnych prac i artystów jest bardzo zastanawiające.


Czy sztuka jest dla snobów, którym właściwie wszystko jedno, co przedstawia konkretna praca, ale najważniejsze, kto ją namalował bądź wyrzeźbił? Oczywiście nikt kupujący dzieła o wysokiej pieniężnej wartości a cokolwiek wątpliwej wartości artystycznej nie przyzna się, że wydał fortunę, bo liczyło się nazwisko.


Niestety młody mało rozpoznawalny artysta, choćby namalował fantastyczne prace w konfrontacji, ze starym uznanym mistrzem nie ma najmniejszych szans.


Prawdopodobnie każdy, kto popatrzy na zdjęcia prac pokazanych w ww. dodatku do „Rzepy” i tak: Andy Warhol „200 one-dollar bills” – cena 43,8 mln USD, Henri Matisse „Les coucous tapis bleu en rose” – 45,6 mln USD i Eugeniusz Żak „Rybak” – 700 tys. złotych, przyzna, że gdyby pod tymi pracami podpisali się młodzi malarze: Jan Nowak, Stanisław Kowalski i Edward Wójcik (wszystkie nazwiska zmyślone), to prace te może poszłyby w najlepszym wypadku za kilka tys. złotych, a ja osobiście „Rybaka” nie powiesiłbym w domu , bo wydaje mi się strasznie kiczowaty.


A zatem, czy mam rację twierdząc, że to, co namalowane praktycznie nie ma znaczenia w kontekście ceny a liczy się tylko nazwisko, no i ew. fakt, czy malarz jeszcze żyje, czy już maluje Panu Bogu.

Na zakończenie, chciałbym pocieszyć Was młodzi wspaniali artyści,

takich, którzy nie maja 40 mln dolarów jest więcej.



Aleksander Szpak