Po kłodach do sztuki - Inga Z.


Salvador Dali „guru artystyczny” nie tylko ze względu na twórczość. Dali to artysta, który potrafił sprzedać swoją sztukę za własnego życia. To naprawdę wielki sukces w świecie twórców będących pod opieką muzy sztuk plastycznych. Niewielu doczekało się takiego uznania, również finansowego.


Zaczynając od początku. Artysta najpierw był małym żuczkiem w służbie kościoła. Tworzył prawie wyłącznie dla niego i nie wolno mu było się nawet podpisać pod własnym dziełem. Bo przecież dar, który posiadł, otrzymał od Boga. Wiele lat minęło zanim kościół uznał, że podpis pod dziełem nie jest wyrazem pychy wobec stwórcy.


Przyszły też czasy walki o zmianę statusu tworzącego, z rzemieślnika na artystę. Czyli osoby, która tworzy z potrzeby. Z silnego pragnienia wypowiedzi za pomocą działań plastycznych, pragnienia obcowania z materią plastyczną. Pasji, wolności, wrażeń odbieranych z otaczającego świata - zmysłów, których jest niewolnikiem. Udało się wynieś działania artystyczne na piedestał. Artysta został wizjonerem – twórcą, jego życie finansują dobroczyńcy z najwyższych krzeseł, a raczej tronów państwowych i kościelnych. Niestety niepokorna dusza artystyczna, każe twórcy szukać nowych form wyrazu, które łamią kanony sztuki i wzbudzają ogólną dezaprobatę. Artysta bije głową w mur - aby móc tworzyć według własnych wizji. Śmierć staje się jego sprzymierzeńcem w osiągnięciu celu. Dzięki niej, zostanie doceniony przez kolejne pokolenia.


Ach… Gdyby Van Gogh wiedział za życia, jaką osiągnie sławę pośmiertnie.


Wiek przemysłu – podobno niesamowity rozwój. Dochodzi do wniosku, że można twórcę zastąpić maszyną, a dzieło fabrycznym przedmiotem. Brzydota tanich przedmiotów zalewa rynek, artysta dostaje status dziwaka tworzącego wzornictwo dla bogaczy.


Współczesność oczywiście z perspektywy Rzeczpospolitej.

Powstaje w śród społeczeństwa potrzeba zachwytu dla działań artystycznych. Gdy słyszy się te ach, och i gratuluje talentu, można czasem uwierzyć we własną wyjątkowość. No i to tyle z pozytywów relacji między twórcą, a współczesnością. Przepraszam, zapomniałam o najważniejszym jest wolność i dowolność tworzenia. Pod warunkiem, że artysta ma sponsora (stałego) lub nie przeszkadza mu ubóstwo. Na ogół łapie się różnych zajęć, można przecież tworzyć pod publiczkę, dawać konsultacje snobom lub pracować na etacie w szkole, agencji reklamowej itp. Albo całkiem zmienić fach i otworzyć własną budkę z frytkami, zakład fryzjerski lub księgarnię. Pierwsza możliwość daje pole do popisu rzeźbiarzom, druga malarzom, trzecia wszystkim, przecież jesteśmy humanistami.

Kiedyś pracując na etacie, jako dekorator, spotkałam dziewczynę, malarkę po ASP krakowskim, pracującą jako hostessa. Dla niej moje zajęcie, było niebywałym sukcesem.


Serce pęka…


Kończąc studia, świeżo upieczony artysta, zderza się z rzeczywistością, zostaje doszczętnie obmyty z kolorów nałożonych przez wykładowców.

Drodzy Profesorzy, na zewnątrz nie jest tak kolorowo!

Związek Artystów jest obecnie tylko towarzystwem dyskusyjnym, a państwo spostrzega nas jak wytwórców serka homogenizowanego. Nie mam nic przeciwko producentom serków, po prostu serki łatwiej sprzedać, bo jeść trzeba. Żaden pisarz fantasta, nie był wstanie przewidzieć i wyobrazić sobie, że przyjdą czasy, gdy artyście będzie potrzebna kasa fiskalna i to bynajmniej nie do zrobienia performance. Pity, rachunki, stosy druczków, materia, która nie wiele ma wspólnego z twórcą i twórczością. Artysta tym razem jest trybem, jednym z wielu tryb napędzających system urzędowy. Ludzie, więc nie wzdychajcie nad naszą twórczością, dajcie artystom zarobić na ZUS.


Współczesny wskaźnik popularyzacji sztuki danego artysty, ściśle przekłada się na regulację zobowiązań wobec urzędów państwowych. A nie na zachwyt nad jego twórczością, rozwojem artystycznym czy ilością zorganizowanych wystaw. Na szczęście siła wyższa zaszczepiła w duszach ludzkich potrzebę tworzenia i obcowania ze sztuką, gdy by nie ten fakt, zostało by po niej tylko wspomnienie. Wszystkim brnącym mimo wszystko, życzę idealnych czasów dla rozwoju sztuki – przyszedł już najwyższy czas!

Inga Z.